Z filmem jest jak z muzyką. Tygodnie i miesiące nieustannych poszukiwań czegoś nowego, świeżego i ciągły brak nasycenia, choć pojawiające się kilkudniowe przesycenia.
Przez ostatnie kilka lat oddaliłam się od filmu, a dość mocno skupiłam na muzyce. Próbowanie i odnajdywanie siebie w dźwiękach. Dużo nowości. Potrzebuję jej, choć pojawił się chwilowy przestój. Czas na obraz. Po kilkunastu tytułach, które miałam gdzieś tam zapisane i oznaczone jako 'must see' pojawiły się kolejne. Dwa miesiące tętniące filmem powoli dobiegają końca.
Pomimo że od koncertu, na którego czekałam całe trzy miesiące minął miesiąc, gdy puszczę jakikolwiek kawałek (szczególnie ten, który pojawił się na koncercie) przenoszę się w czasie, w tamto miejsce. Chłopcy z Moderat mnie zmiażdżyli a dźwięki całkowicie pochłonęły. Światła, które się pojawiły, to były takie światła, które dość często pojawiają się w filmach - w klubach, coś na zasadzie takiego trance - białe, migające, bujający się ludzie i te opadające na ich ciała światła sprawiały wrażenie 'łamania'. Przed koncertem miałam wiele obaw, jak to wszystko będzie brzmiało, czy nagłośnienie będzie dobre. Wyszłam z P. i przez kilka kolejnych dni nie mogłam się oderwać od MODERATowych dźwięków. Nie zawiedli. Było DOBRZE, bardzo! Podróż do Poznania jak i powrót zapamiętam!
t h e r a p y - jedziesz i patrzysz przez okno. Mijasz drzewa, pola, domy...
moderat - therapy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz