Oporów.
Brakowało gwiaździstego nieba. Był silny wiatr (yeah) i nisko latające samoloty. Nawet przez moment myślałam, że leci w naszą stronę, był coraz niżej i bliżej. Dużo samolotów. Oświetlone miasto w oddali.
Ziębice. Twardogóra.
6:30 wyjazd, jeszcze ciemno na dworze. Jadąc do Ziębic dzień się budził. Piękne zjawisko, gdy wyjeżdżasz z ciemności a przed sobą masz swego rodzaju jasność. Pierwszy raz widziałam tak niesamowicie piękny wschód słońca. Wpatrzona w okno. Jakbym była zupełnie gdzie indziej. Wtedy można sobie wyobrazić wszystko, wszystko podporządkować do tego co się widzi. Warstwy różnego koloru, wyblakłe ale nie tak bardzo, przez co wyraźne i naprawdę śliczne. Róż połączony z czerwienią, jasne błękitne niebo, pomarańcz z żółcią, gdzieś delikatny fiolet, wszystko w pasmach w miarę równoległe ułożonych, jakby pędzlem malowane smugi. Skupione w jednym miejscu, nie na całym niebie. Podobno czerwone niebo zwiastuje, że będzie wietrzny dzień. Był, do tego był to jeden z najładniejszych dni w tym roku. Widziany od wschodu do zachodu słońca. Patrząc w stronę Ślęży miało się wrażenie, że oprócz niej jest tam masa pasm górskich, niższych nieco niż ona sama, a to za sprawą chmur, które tworzyły efekt. Uwielbiam jeździć tą trasą, jest zupełnie inaczej. Pełno przestrzeni, pól, którymi się można swobodnie zachwycać. W drodze powrotnej nagrywałam. Żałuję, że mój aparat nie potrafi uchwycić tego co widzę oczami, szczególnie jeśli chodzi o wschody i zachody, barwy są słabo nasycone, nie potrafi oddać tego wszystkiego.
arvo part - spiegel im spiegel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz