Chyba najbardziej odczuwam to właśnie zimą. Od samego rana słońce i bezchmurne niebo, nakręcasz się tym co przed Tobą, tym co już oczami wyobraźni widzisz. To jak się czujesz.
Pobudka 5:10. Tym razem podróż autobusem. Myślałam, że nie zasnę, bo w sumie nie mam w zwyczaju spać w autobusach, ale dość szybko przestałam się oszukiwać (siedzenia były tak zamodelowane, że już na wstępie pogodziłam się z pozycją prawie półleżącą), odpłynęłam. Szyby zamarznięte, nie było nawet co podziwiać. Wszystko jednak do czasu. Czerwona kula, słońce. Wpatrywałam się w te zamarznięte szyby po mojej lewej licząc, że znów je ujrzę, że ujrzę chociaż jakąś wyblakłą i prawie, że niewidoczną plamę. ALE! Słońce o tej porze znajduje się zawsze po prawej stronie, a nie po lewej.
W Twardogórze jest zawsze kilka stopni chłodniej niż we Wrocławiu. -18, dzień dobry!
Idąc pod górkę byłam pewna jednego, że to co właśnie widzę jest tylko przystawką tego, co zobaczę na polnej. Polna i deser. Mijasz pierwsze domki, by po chwili być już na całkiem otwartej przestrzeni. Stajesz i się uśmiechasz. W jednej chwili przeszłam do bajkowej krainy. Spokój, cisza, mróz, i n t y m n o ś ć, podekscytowanie. Niesamowite. Dużo pozytywnych emocji, wrażeń. Jest pięknie. Ręce dość szybko odmówiły posłuszeństwa, ale nie mogłam wrócić. Przedsmak. Zimowe poranki są najpiękniejsze.
poliki jak grzejniki. ręce opuchnięte. nieustanne przypominanie, że nie dbam o swoje zdrowie. gdy mróz zawita.
lights dim with gallery six - we could finally rest
lights dim with gallery six - we could finally rest
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz