poniedziałek, 15 lipca 2013

zaległości

Wakacje, czyli nadrabianie zaległości, tych filmowych szczególnie. W pierwszej kolejności lecą te polecane, w między czasie moje. Wszystko zależne od nastroju, pogody za oknem i czasu. Do niektórych wciąż się nie mogę przełamać. 
- Obejrzałam 'Między słowami', kojarzy tatuś? Taki średni film, trochę przereklamowany. Spodziewałam się czegoś więcej, w sumie mogę powiedzieć, że się zawiodłam.
- Oglądałem go jakoś 10 lat temu, a Ty dopiero teraz?
- Jak 10 lat temu? Przecież to świeży film, niedawno o nim mówili, zachwycali.
- On jest chyba z 2003 roku.
- To było 10 lat temu? 
Zatrzymałam się na roku 2000 i przed. Zresztą wiadomo to nie od dziś. Dla mnie świeży jest film np. z 2001. Te co pojawiają się już po 2011 to zupełne nowości i tak jakby wybiegają w przyszłość. Oczywiście też je oglądam, ale nie traktuję ich zbyt poważnie, chyba że coś mnie powali na kolana, wciśnie w fotel, zmiażdży emocjonalnie, zostanie w pamięci, spowoduje, że będę o nim myślała przez kilka kolejnych dni, sprawi, że powiem: koniecznie muszę do niego wrócić. Nie nabrały dla mnie smaku. Nie jestem na nie gotowa po prostu. I tu już nie chodzi o to jakie to są filmy, czy to komedie, dramaty albo wojenne, dla mnie na chwilę obecną nie mają tego czegoś, czego szukam (mowa głównie o produkcjach amerykańskich). Kino europejskie zyskuje, rozwija się, ale też masz wrażenie, że zatrzymało się w czasie - uwielbiam je. Tak, na filmy czekam, rzadko kiedy oglądam premiery, chyba że są to filmy rosyjskie.

royskopp - what else is there?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz