niedziela, 23 czerwca 2013

pełnia

Za każdym razem, z uporem maniaka zabieram notatki gdy jadę do babci. Nieistotne w tym momencie jest czy jadę na dzień czy też na dwa dni, biorę, bo mam w planach naukę na dworze, na słoneczku, w ciszy i spokoju. Oczywiście łudzę się, że w końcu kiedyś uda mi się to zrobić. Już kilka razy mi się to udało, ale  pobyt był dłuższy. Tym razem skończyło się jak zawsze. Wiecznie siebie oszukuję. Niespakowanie chociaż jednej instrukcji jest jeszcze gorsze niż jej spakowanie. 
Miało świecić słońce, miało być gorąco. Padał deszcz i było duszno, rozpogodziło się jak wyjeżdżaliśmy - standard. Ostatnio wspominałam truskawki babuszki i ... tak, są TAM! Słodkie, delikatne i pięknie czerwone. Niewiarygodne, praktycznie koniec czerwca a ja (tak ja!) po X latach niejedzenia i niewidzenia załapałam się na truskawy wprost z ogródka! Przy okazji bardziej je wyeksponowałam wyrywając chwasty i łapiąc ropuchę. 

Nie rozumiem fenomenu. Ludzie lgną, podziwiają osoby, które chwalą się tym co mają, 10 laptopów, 5 samochodów, na jakim stanowisku pracują, do tego opowiadają żarty, które niby może i są śmieszne, ale ile można? Sprawiają wrażenie zabawnych, z dystansem, 'na luzie' i ogólnie 'bardzo spoko' gdy tymczasem, nie szanują Twojego czasu, przede wszystkim Ciebie i obrażanie przy innych bez powodu nie stanowi dla nich żadnego problemu. I ocenianie po tym jak kto jest ubrany, jak wygląda, itd. Kurcze, bądźmy poważni. 

Niepokojący spokój. K. by powiedziała, że ... No właśnie, co K. zawsze mówiła, gdy ja: - Jestem dziwnie spokojna.?
Sny.

blackmill - friend

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz