niedziela, 19 maja 2013

ławka

Drugi raz podczas studiów usłyszałam od prowadzącego, że pomyliłam uczelnie. Każdy na moim miejscu by się obraził, ale ja nie! Chociaż sama nie wiem ... Trochę mnie to jednak ubodło, szczególnie to, które miało miejsce na zapisie konstrukcji. Rysując dzban, który później trzeba było zrzutować, prowadzący skomentował następująco: Pani chyba pomyliła uczelnie, powinna iść pani na ASP. Jak widać, mój dzban był niezwykle piękny. Drugi raz na narzędziach. Rysując geometrię ostrza, poprawiając wielokrotnie, by było 'jak najładniej' pan J. powiedział: Inżynier rysuje jedną kreskę, nie poprawia wielokrotnie jak artyści. Niewątpliwie ma pani duszę artysty. Pokiwałam głową: Tak, tak. Wiem, wiem. Trochę przeciągnęłam to drugie wiem, bo doskonale zdaję sobie z tego sprawę. W drugim jednak przypadku, było to wypowiedziane w sympatyczny sposób. Zresztą, nie ukrywam, że bardzo lubię pana J. Nie dlatego, że na wstępie kobiety dostają pół oceny wyżej, startują od 2.5 (on po prostu tak ma), tylko o bardzo fajne podejście do studenta. Dość często podnosi głos w celu podkreślenia tego co istotne, o czym powinniśmy wiedzieć, jak i częste wspominanie tego co robił gdy był młody (wszystko oczywiście dotyczy jego życia zawodowego i tego co związane jest bezpośrednio z narzędziami jak wszelkiego rodzaju mechanizmami). Najlepsze są te zajęcia, podczas których czujesz, że prowadzący żyje tym o czym mówi. Nie trzyma się kurczowo programu, opowiada w dostępny i ciekawy sposób. I tutaj mogłabym wspomnieć o pani B., dla której świat ściernic, diamentów, cięcia, to całe życie. Miło się patrzy, gdy zatraca się w swoich wspomnieniach, cofa się kilka czasem i kilkanaście lat wstecz i masz wrażenie, że w danym momencie nie jest z Tobą obecna duchem, tylko ciałem. Trochę ją podglądasz wtedy. 

Gdy masz opatrunek na ręce, spodziewaj się podobnych pytań, szczególnie od pana R.: Ojej, co się stało w nogę? Zanim odpowiedziałam: A, biła się pani z chłopakami podczas defilady? Nie próbowałam nawet zaprzeczyć. Defilada to inaczej pochód juwenaliowy.   

Końcówka grabi odpadła podczas typowego grabienia. Można było założyć na palca, albo nawet dwa i w ten sposób oddać się dalszym porządkom. Pamiętam jak kosiłam trawę rękami, a Babcia przy użyciu noża (taki nóż posiada prawdopodobnie każdy, kto mieszka w domu wolnostojącym, to nóż do wszystkiego, dosłownie). Naklęczysz się, dłonie będą trochę obolałe, ale satysfakcja gwarantowana! Kasetor - nowe określenie na sekator

marek iwaszkiewicz - a miserable heart

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz