poniedziałek, 11 marca 2013

heima

Nie lubię marca, to taki przejściowy miesiąc. Niby coś się budzi, ale nie do końca. Początek zeszłego tygodnia - niezwykle słoneczny, brakowało błękitnego nieba, oj brakowało. W sumie, gdy je ujrzałam uświadomiłam sobie, że przez ostatnie dni i chyba może nawet tygodnie szarość zapanowała za oknem. Jak co roku - nie jestem gotowa na wiosnę. K. ładnie mnie podsumowała, gdy wydusiłam to z siebie: Wiem, że lubisz zimę, ale nigdy nie masz takiej zimy jaką byś chciała mieć. To prawda, niestety. Wiosną nie potrafię się odnaleźć. Intensywne kolory zieleni kuszą, rozpraszają. Nie jestem u siebie.

Park Wschodni - przepiękny. Zupełnie inny. Niemiastowy. Taki podchodzący pod obrzeża miasta, spokój, cisza, mało ludzi. Ma swój klimat, urok. Wchodzisz do niego z ruchliwej ulicy, niby nic takiego nie dostrzegasz, ale im głębiej wchodzisz tym jest coraz ładniej. Do tego dochodzi ten zapach, który czujesz późną jesienią i szczególnie z samego rana i wieczorem. Zimne powietrze, charakterystyczny zapach wsi. Zawsze gdy go czuję, gdziekolwiek jestem, mówię: Pachnie Babcią (w domyśle - Twardogóra). I widok latających łabędzi, niecodzienny.  

Ólafur Arnalds - For Now I Am Winter. Pojawił się głos, który świetnie brzmi. Przyzwyczajona do samych instrumentów, otrzymałam coś nowego, ciekawego i naprawdę godnego uwagi. Nie boi się eksperymentować. Wciąż pozostaje wrażliwość i drapieżność. Pozwala się wyciszyć, by po chwili dać o sobie znać, coś się dzieje. Stabilizacja, brak zmian i za chwilę naładowane emocjami szaleństwo połączone z desperacją, wołaniem. Nuta optymizmu, nadziei też się pojawia. Słucham i słucham. Jestem oczarowana. Smakuje, jest pyszny. This Place Was A Shelter (miażdży, kojarzy mi się z Brotsjór), Reclaim, Only The Winds (typowe Ólafurowe) czy For Now I Am Winter

bliss n eso - house of dreams

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz