niedziela, 31 marca 2013

frozen in time

Co roku w Wielką Sobotę podczas Mszy Św. obiecuję sobie, że nie będę się śmiała podczas śpiewania Alleluja. Są to jednak tylko obiecanki cacanki. Może nie śmiałabym się, gdyby ludzie godnie naśladowali swego poprzednika. W tym roku nie obiecuję, ludzie się nie zmieniają. Najgorsze jest to, że stojąc na chórze byłam idealnym obiektem do obserwacji stojących na dole księży. Jeden mnie bacznie obserwował. Gdyby był moim nauczycielem w szkole, na pewno wstawiłby mi uwagę. Miałam jednak mamę u boku swego, więc nie byłoby tak łatwo, haha!
Pewne małżeństwo siedziało przed nami. Kobieta przyciągała uwagę. Wysoka, charakterystyczny płaszcz z falbanami. Nie pasował jej, tylko ją powiększał, ale to sprawiało, że się wyróżniała. Zresztą oboje się wyróżniali. Obserwowałam ich z tyłu; pomimo że widziałam dwoje dorosłych ludzi (coś koło czterdziestki), patrząc na nich miałam wrażenie, że widzę przed sobą parę nastolatków. Jemu zadzwoniła komórka - nie wyłączył przed wejściem. Ona zachichotała wielokrotnie. Gdy się odwróciła można było dostrzec radosne ciemne oczy i bardzo pogodny wyraz twarzy, i do tego mocny zdecydowany uścisk dłoni. - Musi być z niej niezła aparatka - pomyślałam. Nie tylko ja tak pomyślałam. Skojarzyła mi się trochę z Anią z Zielonego Wzgórza, miała coś z niej. 
Rozkoszni są mali ministranci! 

- Jak się nazywa mieszkanka Koła? - zapytał tata. - Kolka? - odpowiedziałam pytając. - Jak się nazywa mieszkanka Wałcza? - Wałeczek? Nie Wałeczkiem musiałby być mężczyzna ... - zamyśliłam się. Poprawne odpowiedzi zostaną nagrodzone całusem w czoło, hoho. Nie poznałam prawidłowej odpowiedzi, ale tylko dlatego, że tata widząc jak błądzę postanowił trzymać mnie w niewiedzy dziecka. 

Dość dziwny tydzień, wiele 'zdarzeń', które nie powinny mieć miejsca, które się P. nie zdarzają! Roztargnienie. Wsiadłam w 17 kierując się na Sępolno, choć chciałam na Klecinę. Sprawdzając czy na dobrym przystanku stoję i widząc, że tramwaj będzie podążał w stronę przeciwną do mojej, postanowiłam wsiąść, gdyż widziałam na elektronicznym wyświetlaczu: KLECINA. Jadąc, zdawałam sobie nieco sprawę, że oddalam się od miejsca do którego chciałam jak najszybciej dotrzeć, pomimo to nie zniechęciło mnie to do myślenia, że zaraz będzie przystanek Galeria Dominikańska (w sumie do końca się łudziłam, że ten przystanek jednak się pojawi, jakoś). I tak podążając na ostatni już przystanek i słysząc magiczny kobiecy głos z tyłu tramwaju (jakby ktoś nie wiedział, to ta pani co mówi zawsze nazwę przystanku siedzi na tyłach w takiej maleńkiej kabinie), że właśnie zbliżamy się końca trasy: SĘPOLNO. Byłam w szoku. Widziałam, że rejony już nieco mniej mi znane, domki jednorodzinne, przystanki też w ciekawych miejscach. Jednak nie wysiadłam. Nie, to nie była chęć przejechania się. To nie był dzień na jeżdżenie od pętli do pętli. To był pochmurny dzień. To był 28.03.

Następnym razem, gdy pomyślę, że nie warto, tzn. że nie warto. Bez myślenia, ze coś się zmieniło. Bez myślenia, dla spokoju, czy nawet z odrobiną chęci. Nie, po prostu. 

dirty elegance - leaves of autumn 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz