Masz czasem problem z językiem polskim? Przekręcasz słowa, których w sumie nie powinieneś, ale jednak? Odmieniasz przez przypadek źle końcówkę wyrazu pod wpływem emocji, chcąc coś szybko przekazać i zbytnio nie skupiając się na tym czy mówisz dobrze i po polsku? Tak? To wiedz, że nie jesteś sam! Nawet powiedziałabym przybij piątkę, ale może nie dziś, dziś piątek nie przybijam, może jutro. Miliony Polaków tak ma, ale oczywiście nikt się nie chce do tego przyznać, a jak już się zdarzy to w większym towarzystwie to udają, że to na specjalnie, a przecież wiadomo jaka jest prawda, prawda? No pewnie! Wiadomo, czasem wstyd, ale nikt nie jest idealny (ach, to stwierdzenie jest już tak wytarte przez społeczeństwo, więc i ja pozwoliłam go sobie użyć właśnie w tym kontekście).
Będąc w piątek na zakupach, takich typowo spożywczych pomyślałam, że kupię dla Taty i dla siebie taki naprawdę smaczny serek owocowy (kurczę, gdy go jem przypomina mi się dzieciństwo i to gdy w niedzielę - bo to tradycja była, że w niedzielę go zajadałam na łóżku piętrowym - przed telewizorem smakowałam go wraz z Braćmi Grimm.) Tata się ucieszył, że pomyślałam o nim i ..., jak on się nim zajadał, hoho żebyś to widział. Na własne jednak oczy, to nie widziałam. Dobrze już. Gdy przytoczyłam swoje wspomnienia związane z tym smakiem i powiedziałam - Gdy byłam mała ... Tata zaśmiał się, nie rubasznie, ale tak trochę dobrotliwie: P. Ty nigdy nie byłaś mała, haha. O, to haha mogłoby być w stylu rubasznym, ale jednak nie było. Wkręcił się i zaczął opowiadać, że gdy byłam 'mała' to serki były w puszkach po konserwach. Dodatkowo zaczął wyciągać takie trochę niechciane i nielubiane fakty z mojego dziecięcego życia. Mama mi prasowała dres, bym mogła w takim w kant wyprasowanym ortalionie (zdarzyło się) wyruszyć do Kościoła. I o tym, że bawiłam się patykami i szkłem znalezionym na podwórku. I że tak naprawdę lubiłam huśtawki, ale bujanie się na nich zawsze się dla mnie źle kończyło. Toteż poprzestałam na wyrywaniu trawy z osiedlowego i prawie że równo przystrzyżonego trawnika. Prawda jest jednak taka, że ja nie miałam nigdy swojego trawnika, dlatego korzystałam z cudzego. A jak się jest małym to ciągle się słyszy: Nie rozmawiaj z obcymi, nie bierz od nich cukierków (Słyszałam, że niektórzy właśnie tak robią z tymi cuksami, ale wiesz jak to się potem kończy? Jeśli nie wiesz, to niestety pozostaje snuć domysły i zwabić kogoś na tzw. landryna.) Teraz tak sięgając pamięcią w głąb swego lasu dochodzę do wniosku, że moi rodzice nigdy mi czegoś podobnego nie mówili. Ha! Wiedzieli, że i tak nie będę rozmawiała z obcymi - grzeczna dziewczynka.
danger mouse&jemini - i'm a doomee (love letter)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz