Bliżej nieokreślony smutek w oczach jak i cierpienie; nieokazywane na zewnątrz lecz mocno wewnątrz. Patrzysz na bliskich i to dostrzegasz, uśmiech dość nieumiejętnie to przykrywa. Większość nieobecna, dużo ciszy i lekkie choć szczere uśmiechy. Tak jakby na to brakowało sił. Do tego brak śniegu i późna jesień za oknem. Było tak, jakby Świąt w ogóle nie było. Nie można nie wspomnieć o kolędnikach, którzy nie chcieli zaśpiewać kolęd, a jeden nawet przyszedł, żeby coś zjeść. Ten co chciał się syto najeść był ponoć w kominiarze na głowie! Ach te dzieciaczki.
Polna, zawsze potrafi się wybronić. Początkowo padał drobny śnieg, po chwili zmienił się w mroźny deszcz, ale równie drobny. Masz przed sobą dróżkę, która z każdą chwilą staje się coraz bardziej biała, robi się coraz ciemniej z uwagi na dość wczesną choć późną jak na tę porę roku godzinę. Widok oszałamiający. W sumie miałam nawet wrażenie, że jestem na planie jakiegoś clipu; clipu, który dość dobrze znam. Połączenie Mono - Follow The Map (tylko wyciąć drzewa, zabrać maskę, itd. bo wiadomo, że polna to przede wszystkim przestrzeń, gdzie po bokach het w oddali znajdują się lasy po jednej i po drugiej stronie, a przed ukryte małe domki, które stają się coraz większe im bliżej nich się znajdujesz) i Sigur Rós - Untitled V jako motyw przewodni mojej przechadzki. Wróciłam do domu z piachem w butach. Nie wiem jak się tam dostał, ale zwalam to na dość dziwnie skonstruowane buty, które nie dość że zostawiały za sobą całe ślady, to i piach, który się odrywał wraz z moim podnoszeniem nogi znajdował się przede mną.
Święta z Sigur Rós - (). Album nie koi, lecz świetnie łączy się ze stanem, w którym się znajdujesz, z którego nie chcesz wyjść, a słuchając jeszcze bardziej się w nim zagłębiasz. Mogłabym nawet powiedzieć, że druga część albumu, zaczynając od Untitled IV kończąc na Untitled VIII odzwierciedla to co czuję, choć ... Początkowo (jakiś czas temu) byłam pod wrażeniem Untitled VI jak i Untitled VIII - mocno katowałam, na resztę nie zwracałam jakiejś większej uwagi, było miło jak zawsze w przypadku Islandczyków, ale bez większych ochów. Powróciłam, bo powrócić musiałam i chciałam, i tak zaczęła się przygoda na nowo z tym albumem. Żaden utwór nie może zostać pominięty, a Untitled V czy Untitled VII - miód na moje serce. To nic, że dla innych wydają się być dołujące, to naprawdę nieważne. Tyle emocji - takich emocji ile jest zawartych w każdym kawałku, nigdy wcześniej nie spotkałam, są nimi przesycone. W przypadku Sigur Rós jak i Ólafura Arnaldsa jest tak, że bezpiecznie mogę zatracić się w ich dźwiękach (niekoniecznie pozytywnych), w ich świecie (nieskazitelnie pięknym!), wiedząc jednocześnie, że wyjdę stamtąd w dobrym stanie. Przechodzisz na drugą stronę i mówisz: Cześć, chcę odpocząć. Mogę? I zostajesz tak długo jak długo chcesz.
Gdy Ci smutno, gdy Ci źle: Stephen King - Żebrak i Diament.
flunk - six seven times
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz