niedziela, 11 listopada 2012

sarna

Twardogóra. Chłodniej niż tu. Orzech całkiem nagi, na polnej prześliczna wypłowiała roślinność, zimny, silny i porywisty wiatr. Iście zimowy klimat wita, witam i ja!
Niespodzianka, przyjechała S. Opowiadam co u mnie. Wymyślam przy okazji nowe słowa, brzmiące całkiem podobne do tych, które istnieją i mają się dobrze jednocześnie zastanawiając się, czy dobrze je wypowiadam. Rozmowa przybiera charakter monologu, ale tylko na chwilkę! Widząc jak S. chłonie temat, zaczynam delikatnie ubarwiać. Długo się nie widziałyśmy, więc wszystko co powiem jest dla niej wiarygodne. P. widząc jak S. z zainteresowaniem słucha, zadaje pytania: S. nie rób tego. P. ściąga Cię do swojego poziomu, ma przewagę nad Tobą. Nie brnij w jej świat. I również nie śpiewaj. (Brother Louie, Louie, Louie zawsze spoko! Czasy chórku na zawsze pozostaną w mej pamięci. Niektórzy twierdzą, że po dziś dzień jestem tam i śpiewam. Wiadomo z tym to się człowiek rodzi.) Odziedziczyłam to po Tacie, który umiejętnie potrafił i wciąż potrafi uśpić moją czujność. 

Kręcenie się na krześle tuż przy biurku, tak by go nie dotknąć, to nie lada wyczyn. Wolno każdy potrafi, szybko potrafię ja. Czy są takie kręcące się łóżka, okrągłe jak koło fortuny, tylko bez kołków?

public enemy - he got game

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz