Ostatni raz w ZOO byłam latem - kilkanaście lat temu, zadziwiające. Nie zmienił się tak charakterystyczny różowawy budynek, na tle którego pięknie prezentowały się cudowne słonie, które robią to do dnia dzisiejszego. Tapiry tak samo jak wtedy bawią mnie, urocze zwierzątka i ich kwadratowe ząbki. Cieszyłam się. Ach te sowy. Są różne gatunki sów, np. Ruchacz. Popatrzyłyśmy na tabliczkę i zaśmiałyśmy się. Co lepsze, opowiadając Rodzicom o tym, Tata powiedział: Nie ma takiego gatunku. Z pewnością ktoś domalował kreskę i jest to Puchacz, haha. Nie dowierzałam, mój świat się zawalił … Czyżby K. będąc wtedy ze mną też o tym doskonale wiedziała? Mogłaby zataić to przede mną? Czy byłaby do tego zdolna i trzymałaby mnie jednocześnie w tym przekonaniu? Na te pytania z pewnością nigdy nie poznam odpowiedzi.
Gwiaździsta noc, droga mleczna - coś pięknego, w drodze. Wśród bloków nie widać nieba. Jest niewiele rzeczy, które wywołują u mnie wewnętrzny uśmiech. Jedną z nich jest szczera radość Dziadków, gdy do nich przyjeżdżam/y. Buduje pozytywnie i zatrzymuje na chwilę. Dziadzio liczy dni. Doskonale wiedział, kiedy byłam tam ostatni raz. Pierwszy raz o tym głośno powiedział.
Wykopki, przekopki i cztery taczki liści. Spory zapas wzięty do domu. W ogródku wiosna, a jesień poza nim. Polna przepiękna.
Dlaczego niektórzy nie jedzą krzywych marchewek?
mogwai - tracy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz