13.10. - 13 i 10.
- G.? - P.? Poczekajcie chwilę, zaraz M. wróci. Początek na klatce przy wizjerze.
Miss Piggy i uwieczniony na zdj pozujący M. jako coś związanego z tym co było i z tym co będzie. Na szczęście G. w dzieciństwie oglądała Muppety, więc skumała o co cho z prezentem. Jak się nazywa żona syna? Lucjana.
Rada dla tych, co chcą wiedzieć: nie można łączyć grzybków z alkoholem. Potem jest fajnie, wszyscy zazdroszczą. Chodzi się i siedzi, i myśli krążą po głowie jak krążące ptaki po niebie.
Nowa płyta The XX - Coexist nie jest tak mocno średnia jak to mi się wydawało po dwóch pierwszych odsłuchach. Mogę nawet powiedzieć, że jest dobra. Nie wybitna, ale właśnie dobra. Dobra na chłodniejsze wieczory. Płyta za pierwszym razem nie porwała, za drugim zresztą też, ale dałam szansę. Im częściej słuchasz, tym bardziej się wkręcasz. Całościowo trzyma w miarę równy poziom, choć są kawałki, które od razu zwracają na siebie uwagę: Angels, Missing (whoa nr 1 - głos kolesia w tym utworze jest taki seksowny) czy Tides i Our Song, reszta bez większych ochów, achy powyżej. Przyjemnie się słucha. Nie lubię, gdy na płycie znajdują się dwa/trzy, góra cztery smakołyki, a potem cisza cicha.
immortal technique - harlem streets
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz