wtorek, 28 października 2014

you know i know

Lubię wrzesień, październik, listopad i grudzień. Jesienne miesiące z początkującą zimą. Ogromne ilości energii, chęci do działania. Byle się przemóc, otworzyć, ubrać, wyciągnąć. 
Gdzieś się było, dokądś zmierzało, z kimś przebywało. 
Nie masz wrażenia, że życie ci ucieka? Poczekajmy do wiosny, ok?

j sigsworth - idealny na teraz; na dziś i jutro; na dzień i noc; na zimno, cudowny.

j sigsworth - we have no one

wtorek, 20 maja 2014

maj

Weekend u K. na Brochowie. Noc filmowa. Zasypiamy szybciej na filmach, ale końcowe 'dobranoc' jest niezmiennie o tej samej godzinie. K. doszła do wniosku, że jesteśmy za stare na maratony filmowe (ostatnio to stwierdziła po Nocy Horrorów) i pozostaje nam już tylko spotykanie się na kawę i obowiązkowo ciastko, czyż nie tak się robi? Leniwa niedziela przechodzona w połowie w piżamie. Planowanie wakacji. 

Spojrzałam w stronę okna. Pyłki poruszały się wraz z Love&Loss (Metaform). Zgodnie, wyczuwając rytm. Przypominały bańki mydlane puszczane w dzieciństwie. 
Czuję, że wakacje się zbliżają. Co dalej?

this will destroy you - quiet

niedziela, 27 kwietnia 2014

last time

Z filmem jest jak z muzyką. Tygodnie i miesiące nieustannych poszukiwań czegoś nowego, świeżego i ciągły brak nasycenia, choć pojawiające się kilkudniowe przesycenia.
Przez ostatnie kilka lat oddaliłam się od filmu, a dość mocno skupiłam na muzyce. Próbowanie i odnajdywanie siebie w dźwiękach. Dużo nowości. Potrzebuję jej, choć pojawił się chwilowy przestój. Czas na obraz. Po kilkunastu tytułach, które miałam gdzieś tam zapisane i oznaczone jako 'must see' pojawiły się kolejne. Dwa miesiące tętniące filmem powoli dobiegają końca.

Pomimo że od koncertu, na którego czekałam całe trzy miesiące minął miesiąc, gdy puszczę jakikolwiek kawałek (szczególnie ten, który pojawił się na koncercie) przenoszę się w czasie, w tamto miejsce. Chłopcy z Moderat mnie zmiażdżyli a dźwięki całkowicie pochłonęły. Światła, które się pojawiły, to były takie światła, które dość często pojawiają się w filmach - w klubach, coś na zasadzie takiego trance - białe, migające, bujający się ludzie i te opadające na ich ciała światła sprawiały wrażenie 'łamania'. Przed koncertem miałam wiele obaw, jak to wszystko będzie brzmiało, czy nagłośnienie będzie dobre. Wyszłam z P. i przez kilka kolejnych dni nie mogłam się oderwać od MODERATowych dźwięków. Nie zawiedli. Było DOBRZE, bardzo! Podróż do Poznania jak i powrót zapamiętam! 
t h e r a p y - jedziesz i patrzysz przez okno. Mijasz drzewa, pola, domy...

moderat - therapy

środa, 12 marca 2014

wycieczka

6.03. i Lemon Tree
Chciałam zobaczyć morze zimą, pokryte śniegiem. O tym, że zima w tym roku jest jaka jest, plany się nieco zmieniły. Jak nie morze, to góry! Co prawda nie te wysokie, w które jeżdżę na wakacje, ale te niższe. W planach były Izerskie, ale stanęło na tym, że jedziemy do Karpacza. Na Śnieżkę miałam ochotę wejść od dłuższego czasu, więc... stało się! Lubię być w trasie, lubię podróżować, im dalej tym lepiej, a gdy zbliża się cel podróży to wydłużam sobie ten czas w głowie jak to tylko możliwe. Wydawało mi się, że Karpacz jest hen daleko, stąd pomysł, by wyjechać o 4:00 i być na miejscu z samego rana. W końcowym efekcie wyjechaliśmy chwilę po 5:00, na miejscu byliśmy po 7:00. Zaczęło się. Przywitała nas mgła, wmawiałam sobie, że niebawem ona zniknie, że będzie cokolwiek widać, ale nie, nic z tych rzeczy. Poczekaliśmy do 9:00; P. naciskał, żeby kupić bilet i ruszyliśmy. Po kilkunastu metrach, gdy tylko widziałam najmniejsze oznaki zimy (płaty śniegu gdzieś ukryte między drzewami) szybko wyciągałam aparat i robiłam zdjęcia. Można się śmiać, ale początek marca i śnieg, który widziałam pierwszy raz (no drugi, ale było go zdecydowanie mniej i był dziwny) na oczy w tym roku robiło swoje. Temperatura była w okolicach zera, czasem spadała nieznacznie poniżej, wiatr umiarkowany. Kiedy pierwsza radość z widoku śniegu opadła, zrobiło się go coraz więcej. Strzecha Akademicka, Samotnia - chwilę krążyliśmy podejmując ważną decyzję o tym, czy iść dalej. Mgła nie opadła, widoczność mocno średnia. ALE! Wyszliśmy zza zakrętu i... w tym momencie było mi już wszystko jedno. To co zobaczyłam przed sobą. Pierwszy raz w życiu (tak!) zobaczyłam śnieg w górach. SZALEŃSTWO! Niesamowite uczucie, do tego to co widziałam przed sobą przypominało taką śnieżną pustynię, malutkie drzewka wystające gdzieś w oddali, po prawej wyłaniające się co jakiś czas góry, po lewej większe drzewka przykryte śniegiem i te fantastyczne 'sople' na gałązkach jakby w trójwymiarze. Widok OBŁĘDNY tym bardziej, że uwielbiam takie zjawiska. Równina pod Śnieżką i już zostało samo podejście na nasz cel. Łańcuchy oblodzone, trasa śliska. Śnieżka zdobyta! Weszliśmy do środka i zrobiło się ciemno. Po chwili, gdy już piliśmy herbatę zobaczyłam, że jest zdecydowanie jaśniej, toteż zwróciłam się do brata: Popatrz, światło nam zapalili. P. odpowiedział: P. nie zapalili. Tu nie ma żadnej lampy zaświeconej. Rozejrzałam się i faktycznie, jedyne światło jakie wpadało to to przez dach. Zejście ze Śnieżki zapowiadało się bardzo ciekawie. I było! Chwytałam się dwóch różnych łańcuchów myśląc, że utrzymam w ten sposób równowagę, cała ja. Kończąc:
- jadąc przez Świdnicę, Wałbrzych i mniejsze miejscowości miało się wrażenie jakby czas stał w miejscu, wszystko w zwolnionym tempie, szarość dnia, przytłaczający widok, ale pola, ziemia, zapierające dech w piersiach;
- śpiewanie samogłoskami, gdy tekstu się nie zna; do tego niezapomniana Jolka Jolka pamiętasz czy Adam i Ewa;
- byłam pingwinem, kaczką i pajączkiem (takim jak się grało na gimnastyce);
- najlepsze są kanapki jedzone w podróży, wyborne;
- góry to jednak góry.

mario basanov & vidis - i'll be gone (feat. jazzu)

sobota, 25 stycznia 2014

first snow

Chyba najbardziej odczuwam to właśnie zimą. Od samego rana słońce i bezchmurne niebo, nakręcasz się tym co przed Tobą, tym co już oczami wyobraźni widzisz. To jak się czujesz. 
Pobudka 5:10. Tym razem podróż autobusem. Myślałam, że nie zasnę, bo w sumie nie mam w zwyczaju spać w autobusach, ale dość szybko przestałam się oszukiwać (siedzenia były tak zamodelowane, że już na wstępie pogodziłam się z pozycją prawie półleżącą), odpłynęłam. Szyby zamarznięte, nie było nawet co podziwiać. Wszystko jednak do czasu. Czerwona kula, słońce. Wpatrywałam się w te zamarznięte szyby po mojej lewej licząc, że znów je ujrzę, że ujrzę chociaż jakąś wyblakłą i prawie, że niewidoczną plamę. ALE! Słońce o tej porze znajduje się zawsze po prawej stronie, a nie po lewej. 
W Twardogórze jest zawsze kilka stopni chłodniej niż we Wrocławiu. -18, dzień dobry!
Idąc pod górkę byłam pewna jednego, że to co właśnie widzę jest tylko przystawką tego, co zobaczę na polnej. Polna i deser. Mijasz pierwsze domki, by po chwili być już na całkiem otwartej przestrzeni. Stajesz i się uśmiechasz. W jednej chwili przeszłam do bajkowej krainy. Spokój, cisza, mróz, i n t y m n o ś ć, podekscytowanie. Niesamowite. Dużo pozytywnych emocji, wrażeń. Jest pięknie. Ręce dość szybko odmówiły posłuszeństwa, ale nie mogłam wrócić. Przedsmak. Zimowe poranki są najpiękniejsze. 
poliki jak grzejniki. ręce opuchnięte. nieustanne przypominanie, że nie dbam o swoje zdrowie. gdy mróz zawita.

lights dim with gallery six - we could finally rest

niedziela, 12 stycznia 2014

w drodze

Oporów.
Brakowało gwiaździstego nieba. Był silny wiatr (yeah) i nisko latające samoloty. Nawet przez moment myślałam, że leci w naszą stronę, był coraz niżej i bliżej. Dużo samolotów. Oświetlone miasto w oddali.

Ziębice. Twardogóra.
6:30 wyjazd, jeszcze ciemno na dworze. Jadąc do Ziębic dzień się budził. Piękne zjawisko, gdy wyjeżdżasz z ciemności a przed sobą masz swego rodzaju jasność. Pierwszy raz widziałam tak niesamowicie piękny wschód słońca. Wpatrzona w okno. Jakbym była zupełnie gdzie indziej. Wtedy można sobie wyobrazić wszystko, wszystko podporządkować do tego co się widzi. Warstwy różnego koloru, wyblakłe ale nie tak bardzo, przez co wyraźne i naprawdę śliczne. Róż połączony z czerwienią, jasne błękitne niebo, pomarańcz z żółcią, gdzieś delikatny fiolet, wszystko w pasmach w miarę równoległe ułożonych, jakby pędzlem malowane smugi. Skupione w jednym miejscu, nie na całym niebie. Podobno czerwone niebo zwiastuje, że będzie wietrzny dzień. Był, do tego był to jeden z najładniejszych dni w tym roku. Widziany od wschodu do zachodu słońca. Patrząc w stronę Ślęży miało się wrażenie, że oprócz niej jest tam masa pasm górskich, niższych nieco niż ona sama, a to za sprawą chmur, które tworzyły efekt. Uwielbiam jeździć tą trasą, jest zupełnie inaczej. Pełno przestrzeni, pól, którymi się można swobodnie zachwycać. W drodze powrotnej nagrywałam. Żałuję, że mój aparat nie potrafi uchwycić tego co widzę oczami, szczególnie jeśli chodzi o wschody i zachody, barwy są słabo nasycone, nie potrafi oddać tego wszystkiego.

arvo part - spiegel im spiegel

środa, 1 stycznia 2014

one more time

Stary rok pożegnałam w białych skarpetkach, przy odpowiedniej stylizacji, a Nowy powitałam w czarnych! 
Za każdym razem gdy otwieram szafę widzę jeden kolor (no może w porywach trzy!), czarny. Chociaż ktoś może powiedzieć, że to nie kolor, bo czarny nie jest kolorowy, ale niech pozostanie tak jak jest. Zaczęło mnie to trochę smucić, postanowiłam to zmienić, i nawet starałam się to wcielić w życie, ale przy pierwszej wizycie w jakimkolwiek sklepie, rozglądałam się nieśmiało za wszystkim co czarne, szare, ew. granatowe lub ciemnofioletowe. A tak naprawdę poszukiwałam intensywnej maliny! Niestety każda większa wyprawa kończy się 'porażką'! Czerń jest mi pisana, haha.
Jeżdżąc z bratem słucham tego co w obecnej chwili ma w głośnikach. Przeważa polski hip-hop, są jakieś składanki i oczywiście są hity z lat naszego dzieciństwa i lat młodości naszych rodziców. Początkowo mówił, że to J. zostawił u niego płytkę i nawet nie wie co na niej jest, więc sprawdzi i tak sprawdza do dziś. Najlepsze jest to, i jest to prawda znana nie od dziś, że wszystkie hity, takie jak: Barbie Girl, Hot Stuff, Cheri Cheri Lady, itd. znają wszyscy i śpiewają, ale gdy przyjdzie co do czego to udają, że tak nie jest! A ja wiem jak JEST!  Przy DVBBS&Borgeous - Tsunami, jest moc podczas jazdy nocą. Dzisiaj mogę wszystko, jutro o tym zapomnę. Nie, nie zapomnę...

gloria estefan - conga